Featured

Czy warto żyć?

Na to pytanie musisz sam poszukać odpowiedzi. Nie komplikuj, wybieraj TAK czy NIE? Jeżeli od razu mówisz TAK, ALEŻ OCZYWIŚCIE, CO ZA GŁUPIE PYTANIE to należysz da wąskiej grupy osób, w której każdy chciałby się znajdować. Niestety duża część społeczeństwa będzie się dłużej zastanawiać nad tym pytaniem, dokładnie rozmyślając za i przeciw 


A co ja myślę? 

Myślę, że zawsze warto wybierać życie, przetrwanie, czy jesteś wierzący czy nie, czy jesteś optymistą czy pesymistą. W zasadzie w życiu najważniejsze jest… życie. To je powinniśmy jako pierwsze wybierać. Co jednak sprawiło, że umyślnie część naszego społeczeństwa popełnia zamach na swoje życie, często udany? Na dodatek w naszym społeczeństwie to nie są odosobnione przypadki, gdy człowiek ma myśli samobójcze. Niech podniesie ten rękę, który choć raz chciał już po prostu nie istnieć. Widzę tu niestety las rąk i nie podoba mi się to. Co zrobiliśmy źle? Co poszło nie tak w naszym społeczeństwie? Gdzie kryją się błędy i kogo powinnyśmy za to wszystko obwiniać? 

Kto jest winny? 

W jakiś sposób zostaliśmy wychowani i to w ten sposób postrzegamy świat. Świat nie może być cudownym miejscem, jeżeli ciągle w nasze myśli przekradają się inne, czarniejsze wątpliwości, co do sensu naszej egzystencji. Nieprawdaż? Może jednak chodzi tu o zupełnie co innego, o nas samych.

Gdzie ta akceptacja? 

Rozglądasz się wokoło i widzisz samych egoistów. Jednakże samobójstwo jest aktem agresji skierowanym wobec samego siebie i chociaż dotyka to ludzi, których najmocniej kochamy, jest to nic innego jak brak akceptacji. Kochasz siebie? Tak szczerze. Ważne jest, aby potrafić oddzielać opinię ludzi, to jak patrzymy na świat przez ich pryzmat innych, a nasze własne zdanie, to jak sami się postrzegamy (post o tym, jak przestać się przejmować opinią innych kilk). Dopiero wtedy możemy zobaczyć siebie w pełnej krasie. Spojrzeć na siebie nie przez plotki, a przez własną pewność siebie i wartości, jakie wyznajesz.

Krótko o Samobójstwie 

Jedną z najpopularniejszych chorób psychicznych w ostatnich latach jest oczywiście depresja, przez którą występują samookaleczenia, myśli samobójcze, próby, a nawet same samobójstwa. Wiele więcej kobiet popada w depresję, czy cięższą, czy lżejszą, na co wpływ ma burza hormonów (więcej o różnicach płci ujawniam w poście o feminizmie kilk). Na pewno słyszeliście o depresji poporodowej i to nie jest żaden bullshit, tylko ma to związek z gospodarką hormonalną kobiet. Jak już mówimy o różnicach pomiędzy płciami, to jak już na pewno wiemy, z czystych obserwacji i również powiązany hormonalnie, testosteron, wywołuje u płci męskiej większą agresję. Dlatego to właśnie u mężczyzn obserwuje się największy odsetek samobójstw. Nieważne w kogo jest skierowana ta wściekłość, agresja to agresja, a gdy jesteśmy źli na samych siebie to musimy również znaleźć jakieś ujście. Zdecydowanie ilość prób samobójczych przeważa u płci pięknej (nawet cztery razy częściej niż u płci przeciwnej), ponieważ kobiety, co wynika z ich natury, są delikatniejsze i dlatego sięgają po takie środki jak leki. Gdy kobieta przedawkuje daną substancję nadal istnieje szansa, jeżeli dostatecznie szybko zostanie to zgłoszone, na uratowanie takiej osoby. Niestety w przypadku płci “brutalnej” często samobójstwa są wykonywane przy użyciu broni palnej lub skoku z wysokości. W tych wypadkach trudność może polegać nawet na samym złożeniu bądź zidentyfikownaniu osoby, a co dopiero na odratowaniu. 

Inni są, ty też jesteś 

Pomyśl sobie tak, jakie prawo mają inni ludzie do życia, którego ty nie masz. Żadnych. Każdy jest równy. Nie chcę powiedzieć, że potrzebny, ponieważ to Ty ustalasz, czy będziesz pożyteczny światu, czy może będziesz raczej prowadził pasożytniczy tryb życia. Rób co chcesz, to Twoje życie, a możesz je przeżyć tylko raz. Nie żyj dla bliskich, żyj dla siebie. Nie masz ŻADNEGO długu dla świata, nie spłacasz tutaj kredytu do końca swoich dni. Kosmos nie będzie wymagał zapłaty za Twoje istnienie, oczywiście, byłoby genialnie gdybyś troszczył się o tą planetę i innych jej mieszkańców. Masz tak dużo czasu na odkrycie samego siebie i nie martw się, że się po jakimś czasie znudzisz, to jest najlepsze, uwaga, cały czas się zmieniasz! I to ty masz wpływasz na te zmiany. Wraz ze środowiskiem, które wybierasz, pasją, za jaką podążasz, czy ludźmi, którymi się otaczasz. Ty jesteś odpowiedzią na swój sens życia. Ty, nikt inny.  

Podsumowując: Kochaj siebie 

Co ja mogę jeszcze powiedzieć. Jest to najlepsza receptura to kochać życie, siebie oraz innych ludzi. W Biblii “kochaj bliźniego jak siebie samego” znaczy tyle, że aby naprawdę pokochać inną osobę, ty musisz na początku zaakceptować tą osobę stojąca przed lustrem. Tak, do Ciebie mówię. Od razu uprzedzę, nie jest to łatwe i nigdy nie będzie to wygrana raz na zawsze wojna. Wygląda to raczej jak seria małych bitw, które mogą doprowadzić do Twojej przegranej, stawiając na szali własne życie. Jednak jak spojrzymy na to w ten sposób, to właściwie dopóty żyjesz, jesteś zwycięzcą. Skoro tu jesteś, ze mną, to w swoim życiu czeka Cię jeszcze dużo, czasem brutalnych lub niesprawiedliwych walk, ale życzę Ci, żebyś z każdej, mój drogi czytelniku, wychodził z wieńcem laurowym. Niestety życie potrafi naprawdę być…. nie do życia? Na szczęście matka natura stworzyła nas do roli prawdziwych wojowników i przygotowała do tej bitwy. Gotowy? 


Od razu zaczęłam dość kontrowersyjny i burzliwy temat, ale mam nadzieję, że nie mnie od razu za to nie znienawidzicie! Mam zamiar pobyć tu jeszcze trochę, więc gorąco zapraszam mojego bloga i życzę Ci, drogi czytelniku, że znajdziesz tu coś dla siebie. Tymczasem służę Ci pomocą, częstuj się również innymi postami! 

 Do zobaczenia misiaki! 

Czasem… Udawaj!

Udawanie emocji nie jest czymś złym. Jeżeli tak to mogę nazwać, według mnie jest to jak najbardziej odpowiednia i w dodatku skuteczna metoda walki, na przykład z brakiem pewności siebie. Nie jest to tylko moje zdanie, ale również metoda walki ze swoimi słabościami potwierdzona szeregiem badań i zalecana przez specjalistów – psychologów lub psychiatrów. 


Czy to wszystko jest kłamstwem? 

Udawanie brzmi podobnie do kłamstwa, a przecież chcemy być szczerzy w relacjach z ludźmi, a przede wszystkim, pragniemy być szczerzy wobec nas samych. Najgorsze kłamstwa to te podtrzymywane w naszej głowie jako prawda. Czymże jednak jest prawda wobec naszych uczuć? Czy prawdziwy jest nasz subiektywizm, a może obiektywizm wielu stron. Czy to, co odczuwamy jest rzeczywiste, a może musimy wyciągnąć głębsze wnioski, zebrane z większego grona ludzi. Czy nasze wspomnienia są prawdziwe, przecież tak często ulegają one “retuszom” w naszej głowie, podkoloryzowane, wyolbrzymione albo nawet nie pamiętamy w ogóle danej sytuacji, a jedynie ogarniające nas intensywne uczucie w danej chwili w przeszłości. Prawda jest więc niepoznana, pragniemy szczerości, ale nie wiemy, co ona dokładnie znaczy. Udawanie przed innymi nie jest więc czymś złym, o ile oczywiście nie uciekamy się do kłamstwa, wtedy już kierujemy się do określenia się mianem fałszywych. Jednak udając jedno uczucie możemy przemienić je w inne, jest to więc siła naszej woli, udając spokój, rzeczywiście nas on ogarnia. Określając siebie mianem osoby pewnej siebie, stajesz się powoli tą opisaną osobą, nikt tak naprawdę nie jest tylko pewny siebie, ale to nasz umysł określa kim chcemy być, więc jak mamy postępować. 

Urodzeni aktorzy 

Nikt nie urodził się tylko pewny siebie. Podobnie jak nie może istnieć jedynie dobro bez domieszki zła. W życiu każdego pojawiają się wątpliwości, moment zwątpienia i słabości. Niektórzy mają to szczęście i mają tą pewność, odwagę wrodzoną, jaką jedną z cech charakteru. Dużo ludzi jednak musi sobie ją wyrobić, pokonując swój strach, wychodząc ze strefy komfortu. Nie jest to wygodne ani przyjemne, ale to samo można powiedzieć o chodzeniu na siłownię, a jednak ćwiczymy, żeby zachować odpowiedzią sprawność fizyczną. Ćwiczmy więc również naszą sprawność psychiczną. Bądź najlepszym aktorem na tej scenie życia, jak w teatrze mundi, nie będąc jednak nieświadomą kukiełką, ale świadomym swych wad i słabości człowiekiem. Zabrzmi to dziwnie, ale sposobem na przezwyciężanie tych, wcześniej wspomnianych słabości jest to “udawanie”. Spróbuj oszukać ten świat, że stoi przed nim pewna siebie, wartościowa i silna osoba. 

Udawanie a bycie fałszywym 

Faktycznie możesz poczuć, że nie jesteś sobą, ale ciągle udajesz i męczy Cię to. Tak… ale kto nie udaje w tym świecie? Wolisz naprawdę pozostać w swym wygodnym kącie, przerażony każdą sytuacją, niżeli stawić im czoła? Udawanie jest naszą jedyną obroną w tym zawiłym świecie. Udawaj, ale bądź sobą. Ale teraz skomplikowałam. Niemożliwe jest, byś stał się kimś zupełnie innym, możesz jednak siebie “podrasować”, dodając sobie pewności siebie. Czym są więc różnią Ci fałszywi ludzie? Oni stanowią dla siebie samych i innych osób toksynę, hamując również swój własny rozwój, zatrzymując się, a nawet szkodząc. Jednak my tutaj dążymy do samorozwoju, czyli pięcia się w górę, dochodzenia do swojego szczęścia. Grając jakąś rolę, pozostań w zgodzie z sobą, z Twoimi wartościami oraz opiniami, lecz rób to z siłą, na jaką możesz się zdobyć przy odrobinie udawania. Nie rób z siebie innej osoby i nie wmawiaj sobie głupot. Wszystkie fałszywe osoby pozostaw za sobą, nie pomagaj, nie zmieni się dana osobą, jeżeli sama nie będzie w pełni świadoma swoich wad. To różni osobę fałszywą, nie dostrzega swojego szkodliwego wpływu, na otoczenie ani na siebie. 


Bądź najlepszym aktorem, jaki ten świat widział. 

Zachowaj swoją tożsamość w tłumie innych osobowości. 

Bądź pozytywnie otwarty na świat to on również taki będzie w stosunku do Ciebie. 

Do zobacznia, misiaki!

 

Jesteś silniejszy niż myślisz

Często mamy o sobie niepochlebne zdanie, gdy w rzeczywistości jesteśmy o wiele silniejsi. Nie dostrzegamy tego, ponieważ nie doceniamy siebie samych. Wmawiamy sobie, że jesteśmy za słabi, za głupi, za brzydcy, żeby coś osiągnąć, czegoś dokonać. Większość naszych obaw da się prosto rozwiązać z pomocą naszej wiary, wiary w siebie samych.  


Jak mieć siłę, by schudnąć? 

Jedną z naszych codziennych słabości w życiu może stać się jedzenie, a dokładnie niezdrowe potrawy, od których jesteśmy “uzależnieni” albo olbrzymie porcje, które tylko rozpychają nasz żołądek, ale taki nadmiar kalorii nie jest potrzebny naszemu organizmowi, nawet jest szkodliwy. Dobrze o tym wiemy, że istnieją produkty przetworzone, które tylko zapewniają nam przyjemność na chwilę. Tak wiele osób desperacko próbuje schudnąć, ale zajadają stres lub przygnębienie i odrzucenie. Wmawiamy sobie, że jesteśmy za słabi, żeby oderwać się od tych niszczących nas nawyków. Najgorszy nawet nie jest sam aspekt fizyczny, lecz wyrobione nasze zdanie o sobie. Zbyt słaby, żeby przestać jeść. Zbyt słaby. Tym się tłumaczymy, lecz później rzeczywiście tak o sobie myślimy jako o zbyt słabych. Inne wymówki też nie przyniosą efektów, ponieważ nigdy nie będziesz zbyt jakiś, aby zmienić coś, w czym widzisz problem, aby żyć zdrowiej, lepiej. Wiedz, że jesteś na tyle silną osobą, potrafiącą dokonywać świadomych wyborów, które prowadzą Cię do Twojego szczęścia. Tworzysz ten świat, nawet dokonując małych, “nieistotnych” wyborów, wkładając sobie kolejnego batona do buzi, zamiast jabłka, które spakowałeś na lunch. 

Co inni nam mówią 

Ludzie nam wmawiają, że jesteśmy słabi. Najśmieszniejszy jest fakt, że robią to, gdy czują zagrożenie, czują, że jesteśmy silni i niezależni. Potrafią wmówić nam wymyślone cechy charakteru, jak przez całe życie myślałeś, że jesteś odpowiedzialną osobą, a nagle w Twoim życiu pojawia się głos, który mówi coś zupełnie przeciwnego, do Twoich przekonań. Czasem faktycznie jesteśmy mało obiektywni, szczególnie względem siebie, ponieważ nie potrafimy jedynie patrzeć na nasze czyny, ale ukrywają się one w gąszczu uczuć i intensywnych emocji. Tymi raniącymi osobami jesteśmy również my sami i chociaż często zapominamy o tych drobnych docinkach u odbiorców akumulują się one. Twoje słowo może leczyć lub ranić, Ty wybierasz, jak je wykorzystasz, a słowa są właściwie najgroźniejszą bronią w rękach ludzkości. Ty również wybierasz czy te przykre słowa rzeczywiście Cię zranią. Najwięcej bólu zadają osoby bliskie, kiedy bezmyślnie Twój przyjaciel zaczyna popadać w słowotok, a z budzi wychodzi wiele przykrych słów, pamiętaj, że jest to wpływ niskiej samooceny. Jeśli taka osoba czułaby się dobrze z samym sobą, nie potrzebowałaby się dowartościować, wytykając Ci Twoje błędy. Niektórzy żyją tylko w swoich błędach, słabościach i wadach, nie potrafiąc dostrzec prawdziwego obrazu siebie. Nieważne ile razy ktoś Ci powie, jaki niesamowity jesteś, nie uwierzysz naprawdę, jeżeli sam tego nie dostrzeżesz. Rozumiesz już? Opinie innych tak naprawdę nie otwierają Ci oczu, ale jedynie zakorzeniają pewne przekonania, Ty sam musisz dojść do pewnych wniosków, żeby je słyszeć w wypowiedziach innych. Sam musisz się przekonać, że rzeczywiście jesteś osobą, z zestawem przypisanych sobie cech charakteru jak i wyglądu.  


Życie nie zawsze jest proste, a ludzie nie zawsze są mili, nawet my sami nie potrafimy być dla siebie mili. Jeżeli Ty sam nie dostrzeżesz swojego potencjału, nikt za Ciebie tego nie zrobi. Jeżeli Ty sam nie zaczniesz dostrzegać, zostaniesz zaślepiony opiniami innych, a pamiętaj, że każda z nich jest mocno subiektywna. Bądź więc wierny sobie i zacznij myśleć o tej osobie w lustrze, jako o silniejszej osobie, jako o kimś, kto nigdy nie jest za słaby. 

Do zobaczenia, misiaki! 

Czemu wszyscy jesteśmy ofiarami autoagresji?

Często chcemy się karać. Lubimy to, ponieważ każdy z nas, w głębi duszy jest poniekąd masochistą. Wyżywamy się na sobie psychicznie, wypominając i wspominając dla nas nieprzyjemne, niekiedy niezręczne sytuacje. Równie często czujemy fizyczny przymus, żeby sobie coś zrobić, pokazać, jak bardzo siebie nie lubimy, aby trochę się nad sobą poznęcać. Dać sobie karę, jak rodzice nam dawali w dzieciństwie szlaban, lecz trochę bardziej w niezdrowy sposób, myśląc, że zasłużyliśmy tylko na najgorsze. 


Aspekt fizyczny 

Można tu się rozpowiedzieć o cięciu się, ale to temat długi jak rzeczka, który wymaga oddzielnego postu. Jeżeli jesteśmy na siebie już mocno wkurzeni, pragniemy dać upust naszej złości, nie tylko wymyślając na siebie i bijąc się w myślach, ale również pokazując to całemu światu. Tak to ja tu stoję, zła na siebie, wypełniona poczuciem winy, z setkami niepochlebnych i autodestrukcyjnych myśli, które tylko wyniszczają mnie z każdym kolejnym dniem. Trzeba coś zrobić. Poczuć, że ta złość jest prawdziwa. Pierwsza rzecz, jaka przychodzi nam na myśl to żyletka, ale nie chcemy od razu podciąć sobie żył, ale raczej zrobić ślad, może żeby ludzie nam współczuli, może żebyśmy po prostu czuli cokolwiek. Ale to nie jest wszystko, na pewno wiele z nas, jak nie wszyscy, byliśmy na przedziwnych dietach, w których potrafiłeś wytrwać żałośnie krótki czas. Patrzymy na siebie w lustro i jesteśmy przepełnieni nienawiścią do siebie, że się tak zapuściliśmy, że zjedliśmy o jeden kawałek ciasta za dużo, że jemy takie świństwa i że jemy w nadmiernych ilościach. Wypełnieni tą goryczą chcemy siebie ukarać, stosując najgorszą możliwą dietę, która, na przykład polega na jedzeniu samych warzyw i owoców, ograniczenia się do 500kcal dziennie albo jeszcze gorzej, na głodówce. Najczęściej oczywiście powracamy szybko do naszych starych, niezdrowych nawyków, co daje nam pretekst tylko, do tego, żeby być jeszcze bardziej złymi na nas samych. “Nie dość, że jesteś grubą świnią, to jeszcze nie potrafisz w niczym wytrwać, w swoich postanowieniach!” Jednak spoglądając na to z nieco rozsądniejszej perspektywy, te postanowienia są w większości nierealne. Wymagamy od siebie wszystkiego w tak krótkim odstępie czasu, chciwi na osiąganie łatwych i przyjemnych celów.  

Nie wymagamy tak dużo od nikogo, jak właśnie od siebie samych. Uspokój się, weź kartkę i pomyśl o realnym planie działania. Nie bądź zły, jeżeli za pierwszym razem coś nie wyszło, wtedy masz okazję do zrobienia nowego planu, dokonaniu jakiś zmian, które za drugim podejściem mogą przeważyć o osiągnięciu wybranego celu. Porażka nie jest tu żadną wymówką. Jeżeli raz Ci się nie udało, dlaczego nie możesz spróbować ponownie? Jeżeli to rzeczywiście jest dla Ciebie tak ważne próbuj i próbuj, co Ci szkodzi? 

Aspekt psychiczny 

Uwielbiamy siebie męczyć. Nie myśl też sobie, że Twoje myśli w żaden sposób nie oddziałują na Ciebie. To nie jest jakiś nieistniejący wymiar, lecz ma realny wpływ na Ciebie. Odnalazłam taką zależność, że im bardziej jesteś wredny dla siebie, tym bardziej jesteś nieprzyjemny też dla Twojego otoczenia. Jeżeli nagminnie sobie wyrzucasz musisz znaleźć jakieś ujście tej całej złości i albo obrażasz się na calusieńki świat albo masz cięty język w stosunku do rodziny i przyjaciół, a może i nawet do kompletnie Ci obcych ludzi, którzy Bóg wie, co Ci zrobili. Twoje myśli są połączone z Twoim nastawieniem, możesz nienawidzić siebie i całego świata wokół albo zacząć akceptować swoje błędy i niedoskonałości, które nagminnie występują, będąc częścią tego wszystkiego, tego chaotycznego, lecz przepięknego świata. 

Warto zauważać swoje błędy i wady, ale co z tego, jeżeli tylko wiesz, że je masz i sobie to wypominasz za każdym razem. To bez sensu! – jakby żyć ciągle w tej samej chwili. Nie utknąłeś w pętli czasu, ale masz magiczną zdolność do zmieniania wielu rzeczy, za pomocą działań, które wcześniej wymyślisz. Jeżeli już to zostało całkowicie odkryte, to chyba nie jest to jednak taką czarną magią.  

Nie wykańczaj się myśleniem, zawsze znajdzie się rozwiązanie, ale punkt w tym, żeby znaleźć takie, które Cię usatysfakcjonuje. Możesz całe życie mieć wiele kompleksów w aspekcie wizualnym Twojej osoby. Co możesz więc z tym zrobić? Umalować się. Zrobić operację plastyczną. Zakryć tatuażem. Żadna z opcji Cię nie usatysfakcjonowała? – więc pozostała ostatnia. Akceptacja! Więcej nie wymyślisz. Spójrz na swój nos – za długi. Ale nie chcesz zrobić operacji, bo to Twój nos i nie chcesz go zmieniać. Zacznij więc traktować go jako część Ciebie, nieodłączną, nawet wyróżniającą, a może w przyszłości zaczniesz na to patrzyć jako swój atut.  


Podsumowując, świat i tak jest już wystarczająco wymagający i ciężki, więc nie dowalaj sobie albo przynajmniej ogranicz wyrzuty do niezbędnego minimum. A jeżeli coś Ci wybitnie nie pasuje, zmień to. Jak najprędzej, żeby czuć się po prostu lepiej, bo po co ciągle żyć w dołku. Nikt nie lubi słuchać gadaniny w stylu “jak bardzo siebie nie lubię” i zapamiętaj to, nikt Ci tak naprawdę nie pomoże. Sam sobie możesz pomóc, jeżeli dojdziesz do tego, że rzeczywiście chcesz, żeby było lepiej. Tak więc życzę Wam, moi drodzy czytelnicy, aby u was było tylko lepiej. 

Do zobaczenia, misiaki! 


Jeszcze tylko taka mała dygresja, żebyście się mogli uśmiechnąć pod nosem. Istnieje coś takiego jak autoalergia w języku polskim, co jest synonimem autoagresji. Wyobraźcie to sobie. Zamiast sformułowania nie lubię siebie, można używać mam alergię na swoją osobę. Ale to brzmi… 


Kilka słów o życiu pośmiertnym

Czy istnieje coś takiego jak życie po naszej śmierci? Nie wiem tego ja ani żaden człowiek, a dowiedzieć się tego możemy jedynie w “odpowiednim” czasie. Brzmi to mistycznie i zagadkowo, nie dziwne, że ludzie są tak przerażeni ideą umierania, jak nie wiemy, co jest dalej. Według różnych religii odmiennie możemy skończyć, w krainie wiecznego szczęścia lub na niekończących się torturach albo znowu wylądować tutaj, na Ziemi.  


Życie po życiu 

Niezłą zachętą, by wyznawać daną religię jest wmawianie wiernym, że po śmierci czeka na nich tylko radość i szczęście – zero smutku czy łez. Super oferta, ale nie wiadomo czy koszta zostaną zwrócone, czy opłaci się ta cała religia i czy akurat dobrze strzeliłeś. Cofając się do średniowiecza, ludziom bardzo spodobał się chrześcijanizm, więc żyli tylko żeby przeżyć obecny stan, a po śmierci fru i mogą odpoczywać sobie w chmurkach. Obecny człowiek raczej nastawiony jest na osiąganie szczęścia, tutaj, w tym materialnym świecie, dlatego też gałąź gospodarki zajmująca się usługami się tak rozwinęła i nadal rozrasta. Jeżeli spełnienie możemy osiągnąć na Ziemi to nie jesteśmy już tak skłonni ślepo wierzyć w najpiękniejsze życie pozagrobowe.  

Nasze oczekiwania 

Wychowałam się, by nie wymagać dużo od świata. No jakby taki był efekt końcowy, bo sama do tego doszłam po wielu życiowych doświadczeniach i przeczytaniu wielu mądrych książek czy artykułów. Mądrych – bo miały rację, życie jest piękniejsze i zdecydowanie łatwiejsze, jeżeli nie wymagamy za dużo od innych ludzi, nam bliskich czy dalekich. Nie mamy za dużo głupiej nadziei, która nas tylko wyniszcza od środka, spodziewając się każdego wieczoru, że jutro nadejdzie “lepsze”. LEPSZE może być jedynie dzisiaj.  

Czego innego mamy się spodziewać albo nie spodziewać od tego mistycznego świata, do którego trafiamy po naszej śmierci (jeżeli w ogólne istnieje taki świat). No właśnie. WŁAŚNIE. Jeżeli w ogóle on istnieje, bo też jest taka opcja, że nic tam nie ma, pustka. Jakby wieczny sen, tylko, że bez snów, czyli otaczająca bezkresna czerń i nieświadomość. Najgorszy możliwy scenariusz…. czyżby? Wydaje się to dość przyziemna opcja i realna, a nawet nienajgorsza. 

Trudno albo nawet niemożliwością dla ludzkiego umysłu jest wyobrażenie sobie wiecznego odpoczynku, bez zmartwień, agonii czy jakiegokolwiek smutku. Pierwsze, co przychodzi na myśl to pustka, jak można odczuwać wszystkie te pozytywne przeżycia bez negatywnych emocji u boku, które pozwalają nam to wszystko od siebie odróżnić. Jeżeli będziemy mieli wszystko to będziemy niczym, bo nic, co jest nam znane nie jest pełnie, jedynie szczęśliwe, tylko białe, czy kompletnie usatysfakcjonowane. Czy nadal będziemy sobą, może tylko wersją siebie, ciągle uśmiechniętą, ale nie nami, nie tymi, którzy oprócz swoich silnych stron, mają wady, które w równy sposób nas określają. 

W wierze jakby o to chodzi, żeby oczekiwać niespodziewanego, wierzyć w niemożliwość. Jednak nadzieja jest matką głupich, a wiele oczekiwań może zgubić człowieka. Są to skrajnie niebezpieczne zabawki – wykorzystuj je mądrze i z rozwagą. 

Tu i teraz 

Jestem w tej chwili usatysfakcjonowana moim życiem. Nie jest idealne teraz, ani nigdy nie było, ale wiem, że daję z siebie tak dużo, dlatego czuję, że mam dużo, tu, w środeczku. Jeżeli zakończę życie teraz czy za 5 lub 30 lat nie będę zła, ale myślę, że bym była pogodzona. Próbuję czerpać z tego świata jak najwięcej, wykorzystując swoje umiejętności i zdolności, pomagając innym i ciągle odkrywając siebie, swoje możliwości. Gdybym ten cały czas przeczekała na lepsze jutro, czy cudowne życie pośmiertne to zmarnowałabym na pewno sporą jego część. Myśląc, że jutro może nie nadejść, a nasz czas skończy się jak postawiona kropka, kończąca zdanie, nie pozostało nam nic do stracenia jak brnięcie dalej i dalej w ten zawiły świat, odkrywając, co ma on do zaoferowania. Mamy tyle jeszcze nieodpowiedzianych pytań, a zbywamy je tak często zatapiając się w wyobraźni możliwe, że nieistniejącego raju. Te “może” powinno nas ocknąć jak szklanka zimnej wody. To wszytsko jest może, ale wiesz, co jest pewne? Ta chwila, w której teraz jesteś.  

A teraz notka zaadresowana głownie do Wierzących 

Wyobraźmy sobie teraz, że mamy pewność, iż Bóg/Jahwe/jakaś istota wszechwiedząca oraz wszechmogąca istnieje. Czy naprawdę myślisz, że dął Ci to cudowne życie, żebyś je zmarnował siedząc w jednym miejscu, nie wychylając się, nie smakując go w pełni. Ktokolwiek zesłał nasze dusze, nas, na ten ziemski byt chciał raczej byśmy żyli, a nie czekali jedynie na dzień naszej śmierci. To by miało trochę mało sensu według mnie, urodzić się, by umrzeć, nawet Jezus nauczał podczas tego krótkiego czasu przeżytego na Ziemi. Jak masz już ten czas, to go dobrze wykorzystaj, módl się, ale także żyj, żyj w zgodzie z sobą, ale bądź człowiekiem, który potrafi poznać smak każdej różnej chwili. 

Wierz w co chcesz, jak chcesz i kiedy chcesz. Jednak pamiętaj, że zatapiając się poniekąd w świat fantazji ulatujesz z tego tutaj, realnego. Warto czerpać z niego dużo, ponieważ jedną z niewielu pewnych zdarzeń w życiu to niechybna śmierć, od której nikt się nie uchroni. Wykorzystaj to, co możesz i jak najmniej śnij, żeby wiedzieć, gdzie powinieneś postawić swój kolejny krok.  


Szczerze podziwiam osoby, które tak gorliwie są oddane wierze. Ja chyba mam za mało wyobraźni i odwagi, co nie idzie dobrze w parze. Boję się uwierzyć w pięknie cudowny scenariusz, ponieważ wiem, że jak się on nie spełni wprawi mnie to bardzo, bardzo zły nastrój. Wolę nie wierzyć w nic i się pozytywnie zaskoczyć niż na odwrót. Wyobrażacie to sobie? Jakby całe wasze życie było tylko ładnym, słodkim kłamstwem, opakowanym w wielkie nadzieje. Nadzieje zachowam na trudniejsze chwile w życiu, myślę, że wtedy lepiej się sprawdzi. 

Do zobaczenia, misiaki! 

Jak schudnąć?

Nie jestem dietetykiem, a ten blog nie jest o zdrowym odżywianiu. Na szczęście jest masa blogów, artykułów, filmów czy książek opisujących krok po kroku jak schudnąć. Jednak samo tycie czy chudnięcie, czyli wahania naszej masy ciała, są zależne w dużej mierze od naszych emocji czy aktualnego stanu psychicznego. Więc jak się zmotywować by schudnąć? 

“Zaakceptuje siebie, gdy schudnę” 

Tak często słyszałam, jak ktoś z mojego otoczenia wypowiadał się w ten sposób. Rozumiem taki rodzaj myślenia, jednak jak chodzi o zmianę nawyków w jedzeniu jest on często nieodpowiedni. Gdy jesteśmy smutni częściej zdarza nam się zagryzać łzy słodkościami czy fastfoodami. Gdy nie znosimy siebie, jak wyglądamy i mamy wiele kompleksów żyjemy w ciągłym stresie. Ludzie chcą najpierw siebie zmienić, a później zająć się akceptowaniem ‘lepszej’ wersji siebie. Nie ważne, ile będziesz ważyć, czy będziesz gruby czy chudy, jak siebie teraz nie zaakceptujesz to nie zrobisz tego nigdy. Nie ważne, jak wyglądasz, zawsze powinieneś patrzeć na siebie jak na przepiękną osobę, którą w pełni akceptujesz. Może właśnie przeżywasz ogromny stres w swoim życiu i próbujesz, żeby wszystkie Twoje zmartwienia zajeść lodami z bitą śmietaną. Wiesz, że chcesz wyglądać inaczej, więc akceptujs obecny stan rzeczy i idziesz dalej. Kochasz siebie obecnie, ale po prostu chcesz trochę lepiej wyglądać, czy zdrowiej się odżywiać, więc robisz coś dla samej siebie. Ofiarujesz sobie prezent, dbając wreszcie o siebie, nie wkładając śmieci do ust.  

“Chcę schudnąć!” 

-Powiedział największy patyk jakiego znam. “Chcę być ładniejsza” – odpowiedziała na moje pytanie “dlaczego?”. Dobrze, wyjaśnijmy coś sobie. Człowiek nie zawsze jest najładniejszy, kiedy jest chudy (wiem to z własnego doświadczenia oraz osób mi bliskich). Czasem warto trochę przytyć, żeby być ładniejszym, jest to oczywiście sprawa subiektywna. Nadmierna chudość też nie jest zdrowa! Może powodować częste zmęczenie i brak siły, już się nie wypowiem o różnych niedoborach szczególnie witamin i elektrolitów (m. In. Mikroelementów), co może powodować, np. Zmniejszoną odporność organizmu na choroby i wydłużony czas kurowania się po przebytych chorobach oraz oczywiście anemię.   

Ale wracając do owej ‘ładności’ w byciu wychudzonym. Człowiek niestety nie chudnie jak chce, tylko czasem bardziej z innych miejsc zmniejsza się obwód, a w innych pozostaje taki sam. Nie mamy na to wpływu! Tak działamy i nasza budowa jest taka jaka jest. Jeżeli mamy duże, męskie ramiona, a jesteśmy kobietami, to żadna dieta, ale to żadna, nie sprawi, że ten ‘problem’ zniknie. Nasze kości nie kurczą się razem z tkanką tłuszczową, a nam pozostało tylko zaakceptować naszą budowę układu kostnego, mięśniowego i tkanki tłuszczowej (utrzymywaną w odpowiednim, zdrowym i racjonalnym stopniu).  

Piękno a kilogramy 

Rozumiem, że płeć piękna, jak sama nazwa wskazuje, dążąca do osiągnięcia ideału modelki. Jednak niestety nie zawsze tak się da. Nie zmienimy siebie kompletnie, zawsze coś Ci nie będzie pasował, to za długie ręce, to nogi za krótkie. Jedyne, co faktycznie możemy zmienić to w pewnym zakresie swoją masę i właśnie schudnąć lub przytyć. Jednak to też pozostaje kwestią sporną, ponieważ istnieje dużo chorób powiązanych z tarczycą lub cukrzyca albo zwykły wolniejszy metabolizm, co może sprawiać nam większą trudność w osiągnięciu swojego idealnego ciała niż reszcie społeczeństwa. Jednakże pamiętacie, zawsze da się schudnąć, aby zachować swoją wagę w odpowiednim przedziale, aby być po prostu zdrowym, a nie otyłym. Piękno natomiast jest mocno subiektywne, oczywiście media kreują nam trochę ten ideał piękna. Jednak pamiętajmy, że dawniej ideałem piękna były krągłe kobiety, nawet z lekką nadwagą, więc jak jesteś grubszy to może po prostu nie urodziłeś się w odpowiedniej epoce.  


Podsumowując, nie będziesz inną osobą, gdy schudniesz to 5, 10 czy 20 kilogramów. Nadal będziesz sobą w troszeczkę innej wersji wizualnej, co nie znaczy, że psychicznej. Na nasze nastawienie do siebie, ilość kompleksów czy akceptację mamy tylko my wpływ. Nie pozwól, by wygląd zaczął Ciebie określać, jaka powinnaś być albo jak się zachowywać, ale Ty możesz zacząć określać siebie, nawet swój charakter poprzez wygląd. Niech wygląd będzie tylko kropką nad “i” do Twojej przepięknej osobowości.    

Do zobaczenia, misiaki! 

Jak być wdzięcznym?

Badania wykazały, że wdzięczność i traktowanie różnych wydarzeń życiu, jak niepowtarzalnych doświadczeń jest antidotum na powszechny brak satysfakcji, szerzący się w naszym społeczeństwie. Gdy czujesz się, że nic nie osiągasz w życiu, a to wszystko, co robisz jest bezcelowe to jesteś ślepy na wszystkie dobre rzeczy i nie potrafisz podziękować, poczuć prawdziwej wdzięczności i być po prostu szczęśliwym za nie. 

Ćwiczenie 

Weź długopis, najładniejszy zeszyt jaki znajdziesz i pisz codziennie 10 rzeczy, z jakich jesteś wdzięczny. Liczba może się powiększać, gdy zaczniesz zauważać coraz więcej rzeczy, za które mógłbyś być wdzięczny. Może to brzmieć głupio dla Ciebie, czytelniku, możesz czuć się jakbyś wrócił do podstawówki albo jakbyś być na jakiś beznadziejnych warsztatach z psychologiem. Nie ma jednak lepszego ćwiczenia. Pisząc na kartce zobaczysz, ile tego jest. Myślisz pewnie, że tak mało pozytywnych rzeczy spotyka Cię w czasie dnia, a to nieprawda! Prawdą jest natomiast to, że dziennie możesz być wdzięczy za setki, tysiące różnych rzeczy. Od miłych, drobnych gestów, komplementów od innych ludzi przez pozytywnie zaskakujące zbiegi okoliczności po obdarowywanie innych i patrzenie, jak na ich twarzach kwitnie uśmiech.  

Może to być również w innej formie. Ja osobiście zrobiłam słoik podpisany “słoik wdzięczności” i codziennie wkładałam tam małe karteczki. Przyjemność mi sprawiało samo oglądanie jak, z każdym dniem zapełnia się on samymi pozytywnymi myślami. Jeszcze dodało to walorów estetycznych mojemu mieszkaniu i trochę pozytywnej energii, która mi się udzielała.  

Wiesz, ile szczęścia nosisz w sobie? – Nie? – To sprawdź się tym ćwiczeniem!  

Choroba 

Jest to idealny przypadek, gdy człowiek niekiedy traci wszystko, żeby zyskać ponownie zdrowie. Czyli trafić do punktu wyjścia… może nie do końca? Po przebytej chorobie one nie jest już do końca tą samą osobą.  Jest osobą, która widzi więcej. Potrafi dostrzec piękno w chodzeniu, jak przez miesiące leżała na szpitalnym wózku. Rozkoszować się smakiem zwykłego chleba, będącego pierwszym normalnym posiłkiem od tygodni. Wsłuchiwać się uważnie w każde słowo drugiej osoby, po tak długim czasie wsłuchiwania się w pustkę. Czują więcej, jak nadludzie. Jedyne czym się różnią od nas jest większa wdzięczność, za wszystko, co oferuje świat i ludzie dookoła. Dostrzegają to, co często my, chociaż mamy to przed własnym nosem, nie potrafimy dostrzec.  

Jak określiłabym idealnego człowieka? – To właśnie ten, który wdzięczność potrafi odczuwać w każdej chwili. 

Obdarowywanie innych 

 Bzdurą jest stwierdzenie, że i więcej dajesz innych, tym mniej Ci zostaje. Im więcej dajesz ludziom dookoła i całemu światu Twojego uśmiechu, tym masz go więcej za każdym razem. Im więcej z Twoich ust padnie miłych, pochlebiających lub pokrzepiających słów tym więcej będziesz ich słyszał w swoim otoczeniu.  Świat nie nadaje negatywu na Twój obraz, lecz wzmacnia go kolorami, nasyca. Teraz skupmy się na materializmie. Łatwo nam jest sobie wyobrazić, że dajemy komuś prezent, nawet z nieistotnej, drobnej okazji Dajemy go po to, żeby okazać naszą wdzięczność dla tej osoby, pokazać, jak bardzo jest ważna dla nas. Nie oczekujemy nic w zamian, a jedynie, czego pragniemy to widzieć uśmiech na twarzy drugiej osoby. Wypełnia wtedy to charakterystyczne ciepło i spełnienie. Dobrze, to teraz pomyśl, że prezentem może być każde słowo. To ty możesz dawać komplementy, rozdawać miłe słowa jak malutkie podarunki.  


Brak wdzięczności jest jednym z obecnych i dość poważnych problemów ludzi, żyjących w aktualnym świecie. Te czasy bowiem dostarczają człowiekowi tyle komfortu i przyjemności, że ludzie pogubili się z własnymi odczuciami i przestają dostrzegać piękno chwili, czy niezwykłość świata wokół. Świat się nie zmienił, jedynie my jako społeczność rozpowszechniliśmy znieczulicę, która jak epidemia krąży między ludźmi.   

Do zobaczenia, misiaki! 

Odpowiedzialność i życiowe trudności

Ten wpis powstał na postawie jednego z irracjonalnych przekonań ludzi według autora książki “jak kochać i być kochanym”. “Łatwiej unikać pewnych życiowych trudności i odpowiedzialności za to, co się robi, niż stawić im czoła

Odpowiedzialność – ograniczenie czy wolność 

Im bardziej jesteśmy samodzielni i niezależni tym mamy więcej możliwości w życiu, ponieważ właściwie każde drzwi stoją przed nami otworem. Jedyne, co nas może ograniczać, jesteśmy właściwie my sami, nasze przekonanie, że nie damy rady. Jest to strach przed samą odpowiedzialnością, przed którą niektóre osoby uciekają całe życie, jednak nieskutecznie. Ponieważ po co uciekać przed samą idea wolności. Odpowiedzialność, dla niektórych może wydawać się definicją ograniczenia, czegoś ciężkiego w życiu, co musimy dźwigać na swoich barkach. Jednak można spojrzeć na to w inny sposób, że właśnie będąc odpowiedzialnym możemy żyć sami, żyć tak jak chcemy. Inne osoby, od których jesteśmy zależni, to one mogą być ograniczające, jednak, gdy jesteś wystarczająco samodzielny i potrafisz postawić na swoim, racjonalnie przy tym myśląc, wygrałeś. Możesz wtedy stanąć na skale, oglądając ten cudownie wielki świat i uświadomić sobie, że właściwie możesz wszystko, a Twoje plany zależą jedynie od bujności twojej wyobraźni. 

Kobiety a odpowiedzialność 

Płeć żeńska ma skłonność do niebrania odpowiedzialności za swoje życie “oddając” je męskim decyzjom. Nie jest to nawet przeszłość, ale teraźniejszość w azjatyckim świecie burek i braku kobiecego głosu. Ale nie musimy oddalać się tak daleko, wsytarczy zaobserwować sąsiadów, u których występuje dominacja męska, czasem nawet wywołana większą siłą fizyczną i zastraszaniem partnerki. Faktycznie kobiety w tych sytuacjach są ofiarami i potrzebują pomocy, jednak one same często w wywiadach mówiąc szczerze, opowiadają o tym jak nie chciały zabrać tej odpowiedzialności za siebie. Wolały, gdy decyzje były podejmowane za nie, aby móc tłumaczyć się, dlaczego, na przykład popełniły aborcję. Warto spojrzeć na życie jako aktywna postać albo bierna, która zostaje ograniczona do minimalnego wachlarza wyborów. Niektórzy wolą tą drugą opcję, żeby żyć “łatwiej”, jednak według mnie jest to tylko ulga na krótką metę, a w dłuższym odstępie czasu jest to zachowanie skrajnie szkodliwe dla tych osób.

Życiowe trudności 

KAŻDY napotka w życiu na trudności, jednym razem małe innym wielkie, które wydają się nie do przejścia. W tym właśnie sęk… one zawsze są do pokonania. A unikanie ich mija się z celem, ponieważ życie składa się i z przyjemnych chwil i z tych mniej ciekawych, nawet bolesnych. Potrzebujemy ich, żeby umieć dostrzec późniejsze dobre momenty i umieć je odpowiednio docenić. Trudności, problemy nie wyparują, jak zaczniemy ich unikać, niestety. Mogą się za to powiększać, nie dawać nam się wyspać albo szczerze uśmiechnąć. Prędzej czy później będziemy musieli się z nimi zmierzyć, to dlaczego od razu nie rozprawić się z nimi i przestać się stresować, odlepić szybko plaster, wyrwać bolący ząb.  

Zawsze człowiek ma tendencję do myślenia, że on jest jedyny w swoim smutku, nikt go nie rozumie, bo przecież na pewno nikt nie był w tak koszmarnej sytuacji jak właśnie on. Co jest pewne, to to, że byli ludzie, którzy mieli jeszcze gorszą sytuację. Kto powiedział, że życie jest proste? Jesteśmy stworzeni, żeby rozwiązywać skomplikowane problemy i zostajemy czasem wrzuceni przez życie na głęboką wodę, ale też mamy szansę wypłynąć. Zawsze mamy szansę, zawsze ktoś może nam pomóc, z konkretną czynnością lub też, w większości przypadkach, po prostu wspierać nas – w naszych decyzjach, wyborach, dawać poczucie bezpieczeństwa i zwiększyć komfort mentalny, dajać nam możliwość zrzucenia części swoich zmartwień, obaw.  


Nie musimy być sami na tym świecie, jednak warto nauczyć się też samodzielności, ponieważ w razie wypadku zawsze możemy polegać na sobie. Właśnie na tym bazuje odpowiedzialność, by umieć zadbać o siebie i najbliższych (w tej kolejności). Nie ominiemy trudności, w żaden sposób, a uciekając od nich możemy jedynie przysporzyć sobie nowych. Więc żyj odpowiedzialnie ze świadomością przyszłych problemów, które przyjdą przeplatając się z cudownymi momentami. 

Do zobaczenia misiaki! 

Pamiętnik – czy warto marnować czas?

Jednoosobowy terapeuta – Bo jak inaczej nazwać pamiętnik? Może być Twoim najwierniejszym przyjacielem, ponieważ potrafi dochować niejednego sekretu. Panuje trochę dziwne przekonanie, że pamiętniki piszą tylko dzieci, najczęściej małe dziewczynki, a dorosłym to już tak nie wypada. Czy naprawdę nie wypada zapisywać swoich odczuć, a już wypada dzielić się nimi ustanie z innymi osobami? W czym jest różnica? 

Odpowiedz na swoje pytanie 

Wydajemy pieniądze na psychologów, psychiatrów czy różne farmaceutyki. Wyżalamy się też nierzadko przyjaciołom, a nasze codzienne problemy stanowią główny temat rozmów. Wszystko pięknie, ale czy nie lepiej zamiast opowiadać w kółko te same historie, najpierw zapytać się siebie czemu się to stało? Albo jeszcze lepiej – czemu to tak odczuliśmy? Jakie to emocje w nas wywołało? Z reguły podobne pytania, co zadawane przez psychologa. Jednak tutaj nie musisz się ograniczać do kultury osobistej czy odpowiedniej etykiety. Możesz klnąć na świat lub wyładowywać po ciuchu swoje emocje, płacząc, gdy nikt nie patrzy.  

Nie potrzebujesz drugiej osoby, żeby Cię wysłuchała. Na początku sam wsłuchaj się, w to, co masz do powiedzenia i pomyśl, czy to jest ten czuły punkt, który sprawia Ci problem. Możesz otrzymywać przeróżne rady od jeszcze różniejszych osobowości, ale co Ci po dobrych radach, jak nie będziesz ich mógł dostrzec. Jesteś inny niż reszta i nie musisz podejmować tych słusznych według kogoś decyzji, ponieważ nie jesteś kimś innym, ale sobą i to Ty myślisz, odczuwasz, działasz.  Od czasu do czasu potrzebujemy chwili spokoju, nawet kilku chwil, aby pozbierać swoje myśli. Połączyć fakty w jakąś spójną całość, ponieważ nikt inny może nie wiedzieć/rozumieć, o co Ci dokładnie chodzi.  

Dlaczego akurat kartka papieru?  

Zupełnie inny efekt jest, gdy zdanie z Twojej głowy zostanie zmaterializowane i przepisane na kartę papieru. Ma to od razu inny (głośniejszy) wydźwięk, a myśli mogą znaleźć jakieś zaczepienie o punkt rozważań, do którego możemy się odnieść. Masz codziennie, w każdej minucie, w każdej sekundzie, setki i tysiące myśli, które jednocześnie domagają się Twojej uwagi. Jak wiesz, Twoja uwaga jest ograniczona i zawsze będzie Cię coś rozpraszać. Gdy napiszesz słowo, wpatrzysz się w nie, zrozumiesz powagę swoich odczuć, nie jako wyimaginowane, ale jako realne odczucia. Zobaczysz materialne odzwierciedlenie na kartce tego, co od dawna siedziało Ci w głowie. Będziesz mógł wreszcie opisać swój problem, co jest już wielkim krokiem naprzód, tam, do lepszej przyszłości. Jak możesz wymagać od kogoś, by Cię zrozumiał albo spróbował Ci doradzić, jeżeli sam nie wiesz, jak to ująć w odpowiednie słowa. Żeby otrzymać pomoc musisz wiedzieć, z czym się mierzysz. A może jeżeli wreszcie wypiszesz wszystkie Twoje obawy i wątpliwości, dostrzeżesz, że Twój problem nie jest aż tak wielki i nierozwiązalny jak zawsze myślałeś. Faktycznie, nasz mózg jest niewyobrażalnie skomplikowaną maszyną, jednak zawsze warto uporządkować ten nieład, kłębiący się miesiącami, aby znaleźć wynik naszej pracy obliczeniowej. Nie trać więc czasu i posegreguj swoje myśli wraz z pomocą długopisu i kartki. 

Pomiędzy starymi książkami 

Nie wyrzucaj nigdy pamiętnika! Nie drzyj stron, nie pal ich, po prostu zostaw. Nieważne jakie bzdury tam powypisywałeś, wszystko niech zostanie, żebyś mógł za kilka lat odnaleźć zapisany pamiętnik. Czytając słowo za słowem, może wrócą Ci dawne wspomnienia cudownych lat młodości albo przypomnisz sobie swoją długą walkę z depresją i niską samooceną, kompleksami, rozchwianiem emocjonalnym. Tak czy tak wychodzisz na plus, ponieważ od kogo, jak nie od siebie samego najlepiej jest się uczyć. Możesz to potraktować, jak zabawę wyłap “błędy” w swojej przeszłości, żeby teraz ograniczyć popełnianie tych najgłupszych z nich. Możesz podnieść się na duchu w chwili kryzysu i zaglądając do pamiętnika uświadomić sobie jak daleko zaszedłeś. Pokonałeś już tak dużo przeciwności losu, to dlaczego akurat teraz mają Cię one pogrążyć? Zagłębianie się w lekturę starego pamiętnika jest niczym innym, jak dostrzeganiem siebie z innej perspektywy, mniej osobistej, a wypełnionej obiektywną opinią, z której możemy czerpać interesujące wnioski. 


Nigdy nie potrafiłam pisać bardzo osobistych pamiętników, ponieważ zawsze wszystko sprowadzało się do mojej burzy emocjonalnej. Nie jest mi łatwo opisywać konkretne zdarzenia, w przeciwieństwie do wszystkich odczuć, które uwielbiam wprost nazywać i konkretyzować. Znajdź swój sposób na zapisanie tych cichych myśli, którym nie pozwalałeś ujrzeć światła dziennego, zakopanych pod sztucznie radosnym uśmiechem.  

Do zobaczenia misiaki!

Relacje z przeszłości a sentymentalne przywiązanie

Ostatnio ten temat często pojawia się w mojej głowie jako źródło do melancholii, wspominania o starych, dobrych czasach. Jednak w takich myślach nie występują u mnie konkretne wydarzenia, a raczej zgubne uczucie przywiązania do osób i relacji, jakie przewinęły się przez moje życie. Nie jest to odzwierciedlenie prawdy i jestem tego świadoma, ale irracjonalnie pragnę trwać w swoim kłamstwie wypełnioną radością i słodkością po brzegi.  

Wspomnienia 

Na większość wspomnień z dawnymi przyjaciółmi nakładamy różowe okulary, wyolbrzymiając pozytywne emocje, przypominając sobie tylko te radosne i pełne śmiechu wspomnienia. Tu chodzi bardziej o nierealistyczne wyobrażenia o dawnych przyjaciołach jako o nadludziach, pełnych dobroci i współczucia. Zamazują nam się te ostatnie chwile, w których nie było już uśmiechów, ale najczęściej kłótnie, ciągłe sprzeczki i brak wzajemnego zrozumienia, jakby ta osoba nagle przestała mówić Twoim językiem. Spoglądając na zdjęcie widać tylko rozciągnięte, w najszerszym uśmiechu, usta oraz wspólnie przeżyte chwile i oby już na zawsze niezapomniane

Apel do przyjaciela 

Dobija mnie fakt, iż w zasadzie w większości tych relacjach koniec nie był zapowiedziany. Stało się to jakby stopniowo, kiedy życie poprowadziło nas zupełnie innymi torami. W większości przypadkach nawet nie wiedziałam, że to będzie nasze ostatnie spotkanie. Tylu, rzeczy jej/jemu nie powiedziałam, ile dla mnie znaczył/a i że nadal pamiętam i chciałabym już zawsze pamiętać Ciebie, jako mojego przyjaciela. Dzięki Tobie się zmieniałam, doświadczyłam więcej życia z innej perspektywy, Twojej. Już nigdy nie będę tą samą dziewczyną sprzed rozpoczęcia naszej relacja, ponieważ zmieniłam się dzięki Tobie. Zawdzięczam to wszystko Tobie i nawet jeśli pod koniec padło kilka przykrych słów, to wiedz, że się naprawdę nie gniewam. Ba! Tęsknie. Z utęsknieniem trwam we wspomnieniach, trochę to niezdrowe, wiem.   

  Jakie są fakty? 

Tak naprawdę? Wiemy, jak było, na pewno nie aż tak kolorowo mogę rzec. Prawdą jest, że nieważne, ile będziemy tęsknić i wracać do przeszłości, aktualnie ta osoba jest już trochę inna. I Ty również. Może w przyszłości znowu się zejdą Wasze drogi i znowu rozpocznie się dawna przyjaźń. Tylko, że to już nigdy nie będzie ta sama relacja. Zerwanie kontaktów w danym momencie swojego życia nie jest tak bardzo przypadkowe. Możesz tego nie zauważać, ale Twój przyjaciel z przedszkola w szkole średniej jest prawie zupełnie różny. Dlaczego więc ten kontakt nie zanika? Z sentymentu? – bardzo możliwe. 

Nie zrozumcie mnie teraz źle, nie proponuję, a nawet odradzam zerwania więzi, które bardzo dobrze funkcjonują, a utrzymują się już od lat kilku, bądź kilkunastu. Ty sam wiesz, kiedy ta relacja nie staje się już zdrowa. Kiedy dwoje ludzi zamiast pomagać sobie i piąć się w górę, tworzy większy ciężar, ciągnąc w dół.  

A jak wygląda przyszłość?  

Szczerze, bardziej prawdopodobne jest znalezienie zupełnie nowych ludzi na tej krętej drodze życia. Nie jest to w żaden sposób złe. Ludzie się zmieniają, ciągle. Ty też się zmieniasz. I ta sama osoba 25 lat temu nie jest już tą uroczą i nieśmiałą dziewczynką, tylko może być silną, niezależną i pewną siebie kobietą. Dlatego teraz rada ode mnie: dobieraj sobie przyjaciół do Twoich obecnych potrzeb.  

Patrz przed siebie, nie za siebie 

I choć skrzywdzą Cię ludzie (nie masz wyjścia – takie jest życie) to w każdym momencie życia tworzą się nowe relacje, z ludźmi, którzy się o Ciebie zatroszczą. Trochę to działa jak wymiana starych butów na nowe, tylko, że te nowe za kilka lat, albo i miesięcy staną się już tymi starymi i pewnie trzeba je będzie wyrzucić. Popatrz, ile jeszcze, na tej ogromnej planecie, pozostało ludzi do poznania. Gwarantuję, że nie będziesz się nudził odkrywając inne fantastyczne charaktery, dzięki którym będziesz mógł czerpać inspirację. A nawet pomogą Ci stać się lepszym sobą! Tylko pamiętaj to Twój wybór, czy chcesz ciągnąć ze sobą przez całą drogę stare, śmierdzące trampki, czy może zainwestujesz w nowe, które będą podpasowane do Twoich aktualnych wymagań.  


Mam nadzieję, że pomogłam Wam tym postem jakoś poradzić sobie z sentymentalnym przywiązanie. W moim życiu ostatnio zauważyłam ogromną wymianę ludzi, ludzi, którzy kiedyś stali u mojego boku. Na pewno ostatni okres w moim życiu mogę przypisać jako okres wielkich zmian. Niestety te zmiany również dotknęły moich bliższych lub dalszych znajomych. Pozostało mi tylko zaakceptować taki bieg rzeczy i Wam życzę tego samego. 

Do zobaczenia misiaki!  

Religia – jak ją rozumieć?

Moją podróż z katolicyzmem można zacząć właściwie od początków mojej egzystencji na tym ziemskim bycie, czyli od kiedy pamiętam. Moja cała rodzina wyznawała tą religię, może nie aż tak gorliwie, ale jednak. Ja i moje starsze rodzeństwo uczęszczaliśmy od zerówki do katolickiej szkoły., dlatego zawsze czułam jakąś mistyczną, religijną więź ze światem i oczywiście co się z tym wiąże masę, masę pytań…

 

Wiara – czym ona jest? 

Wiara z punktu widzenia niektórych jest największym poświęceniem, cnotą. Może największą wartość w życiu albo jedyną szansą na szczęśliwe życie pośmiertne. Według badań ludzie wierzący są szczęśliwsi niż taki przeciętny ateista. Ale dlaczego tak jest? Dlatego, że Bóg daje im więcej szczęścia? Możliwe, tej tezy nie zaprzeczę i nie potwierdzę. Jednak ważniejsze jest tu same nastawienie, że ludzie mają cel w życiu, coś do czego pragną dążyć. Wiara daje nadzieję, co jest naprawdę potrzebne każdemu z nas. Skrawek nadziei, pomimo wielu wątpliwości, jednak widzą w oddali to lekko migocące światełko w tunelu. Piękne wyobrażenie.  

Czy jednak naprawdę potrzebujemy mistycznych przepowiedni, żeby wierzyć, że mamy sens, że to wszystko co nas otacza, ma jakiś głębszy sens? Nie chcę teraz kategorycznie zaprzeczać istnieniu Boga, jednak rozważam taką możliwość, jak każdy z nas w pewnym momencie życia. 

Mój punkt widzenia 

Ja jednak wierzę, że jest kawałek magii w każdym z nas. Każdy z nas ma coś niezwykłego do zaoferowania. Mamy duszę. Dusza, brzmi dobrze, ale co to jest? Według mnie dusza to właśnie ten mistyczny “Bóg”. Czyli właściwie każdy z nas ma Go w sercu. Spoglądając na każdego człowieka widać to coś, to coś widać w błysku oczu\u, w delikatnym uśmiechu czy malutkim geście dłoni. Widać to wszędzie, jesteśmy z tego zbudowani. “Z prochu powstałeś w proch się obrócisz”, ale moim zdaniem jest są to raczej drobiny brokatu, który świeci się tysiącami barw.  

Dlatego sądzę, że Bóg jest czymś więcej niż wyznaniem. Nie powinnyśmy się skupiać na tej bezcielesnej, wszechmogącej istocie jako o bezwzględnym władcy, do którego nigdy nie zdołamy dotrzeć, któremu nie jesteśmy godni wiązać rzemyków u stóp. Wolę spojrzenie, że ten “Bóg” może być wiatrem, światłem, ciepłem, ale i cierpieniem, zimnem, strachem. Jest w nas, w istotach tak nadzwyczajnych, jak to tylko możliwe. 

Modlitwy 

Nigdy nie rozumiałam modlitw. Nadal ich szczerze nie rozumiem. Na lekcji religii siostry zawsze mi powtarzały, że to wyraz miłości do Pana Boga. Jednak jak za każdym razem próbowałam wsłuchać się w zdania, które brzmiały mi bardziej na strach przed wielką i karzącą ręką tego ów “miłosiernego” władcy. Pewnie i tak niewiele osób wie, co mówi, wypowiadając z pamięci słowo po słowie modlitwy, a każde wypowiedziany wyraz zostaje wypluty bez najmniejszego przywiązania emocjonalnego, jakby to była kara, na pewno nie wyraz miłości czy czułości wysyłanych do Pana Boga. Gdybym ja Nim była i słyszała jak dzień w dzień cała szkoła, podczas modlitwy porannej czy wspólnej mszy, okazuje mi w ten sposób wyraz największego szacunku oraz bezwzględnej miłości to chyba roześmiałabym się w twarz takim osobom. Ja, na przykład, modlitwę poranną czy wieczorną odmawiałam zawsze będąc myślami daleko, daleko stąd. Czy jest sens w ogóle takiej modlitwy? Jeżeli miałabym się już modlić to wolałabym wymyśleć własne słowa, które naprawdę dla mnie coś znaczą, mogłabym się do nich odnieść, poczuć jakieś emocje i nawet wzruszyć się. Mieć jakąkolwiek inną minę oprócz tej znudzonej, bez wyrazu, bez najmniejszego zrozumienia. 

Instytucja kościoła 

Odgrywa na pewno dużą rolę w naszym polskim społeczeństwie. Jest to dla mnie tak niepojęta instytucja, bo jak mogą wiedzieć Ci ludzie, którzy ustanawiają prawa kościelne, co powinnyśmy zaliczać do grupy dobre, a co powinnyśmy oddzielać i wrzucać do worka z wielkim napisem złe. A jeszcze częściej te ogólne, chrześcijańskie poglądy zamieniają się w tak subiektywne, ponieważ w większości księża  nie potrafią tego odróżnić. Jak można odróżnić w religii opinię od faktu, jeżeli wszystko powinnyśmy brać na wiarę? Kolejne błędne koło. Mówi się dzieciom wiele bzdur, które zmieniają punkt widzenia. Albo i nie, nawet nie dzieciom, ale dorosłych wpędzając w poczucie winy czy wykluczenie społeczne. Zgadzam się z tym, że ogólne dobro da się zamknąć w pewne wartości i zakazy, lecz to już podchodzi pod zasady moralne. 


Nie chcę tym wpisem mówić teraz czy warto wierzyć, czy może religia jest bezsensowna. Jednak oprócz takich podstawowych religii możemy budować swoje własne przekonania, poglądy czy wartości i niekoniecznie przypisywać je do wiary. Możesz tworzyć swój własny sens, słuchając się siebie, własnego głosu rozsądku, niekoniecznie ślepo podążać za tłumem, nawet jeżeli ten tłum stanowi prawie całe polskie społeczeństwo. 

Do zobaczenia misiaki!